Michael Vey. Więzień celi 25 - Richard Paul Evans

Tytuł oryginału: Michael Vey. The Prisoner of Cell 25
Tytuł polski: Michael Vey. Więzień celi 25
Autor: Richard Paul Evans
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 400
Seria/Cykl: Michael Vey

Podczas jednych z wypraw do biblioteki trafiłam na książkę o nietypowej okładce, bowiem przyciągnęła ona moje spojrzenie spośród wielu innych pozycji. Nie namyślając się długo, wypożyczyłam. I tak sobie czekała u mnie na półce, aż w czasie pakowania się do szpitala, postanowiłam, że po nią sięgnę. Czy mądrze zrobiłam?

Jestem MICHAEL VEY.  
Jestem więźniem samego siebie. To moja historia. Może trochę dziwna, lecz moja. Mam 14 lat i jestem zwyczajnym nastolatkiem jakich wielu. Jak ty i twoi rówieśnicy. Czasem zwracam na siebie uwagę przez moją chorobę – zespół  Tourette’a – spokojnie, da się z tym żyć! Mam w sobie coś jeszcze – prąd elektryczny. Nie wszyscy o tym wiedzą. To czyni mnie wyjątkowym. Z tego właśnie powodu ktoś stara się mnie złapać.

Z tyłu okładki widnieje napis, iż jest to „bestsellerowa powieść przygodowa o nadziei, lojalności, odwadze i miłości syna do matki”.  Fabuła tej pozycji również brzmiała zachęcająco. Jednak w rzeczywistości okazało się, że ponad połowa treści to nudne opisy przygód nastolatków obdarzonych nadludzkimi mocami. Zapoznając się z treścią fabuły, sądziłam, iż będzie to powieść prowadzona w narracji pierwszoosobowej, a tu okazało się inaczej. Moim zdaniem jest to wielki błąd autora, gdyż mieszanie różnych narracji powodowało, że akcja zamiast przyspieszać i trzymać w napięciu czytelnika, stawała się bardziej monotonna. Ponad połowa książki to dialogi bohaterów, które wiele nie wnosiły do akcji. Owszem bywały momenty, które powodowały dreszczyk emocji, ale zaraz były spowalniane długimi, niekończącymi się opisami.

Nie mogłam początkowo wciągnąć się w treść tej książki. Zaczęłam ją czytać w szpitalu, ale dosłownie po czterdziestu stronach wymiękłam. Dopiero dzisiaj, gdy już wróciłam do domu, dałam tej powieści drugą szansę. I cóż… Szkoda mi tylko czasu, który poświęciłam na tą pozycję. Okazała się totalnym niewypałem, choć muszę przyznać, że końcowe sceny zapowiadały się całkiem, całkiem. Nie sądzę, bym kiedykolwiek sięgnęła jeszcze po powieść z podobną fabułą.

Sam autor ogromnie mnie zawiódł. Czytałam wcześniej kilka jego powieści i przy żadnej tak się nie wynudziłam, jak przy „Michael Vey: Więzień celi 25”. Nie wiem czym to zostało spowodowane. Może tym, iż od bardzo dawna nie sięgałam po literaturę młodzieżową? Nie mam pojęcia. Niemniej jednak osobiście nie chcę nikomu zabraniać przeczytania tej pozycji. Dla mnie okazała się niewypałem, ale kto wie, może komuś przypadnie do gustu? Dlatego też mimo wszechobecnej nudy, za samą próbę rozwinięcia akcji i prześliczną okładkę, której szkoda mi do tak marnej fabuły, powieść zyskuje u mnie poniższą ocenę, taką a nie inną.


Ocena: 3/10

*******
Wróciłam już ze szpitala, kończę ten rok szkolny i oficjalnie wracam do blogowania. 

Popularne posty z tego bloga

Cześć, wracam!

Echa pamięci - Katherine Webb

Stosik styczniowy