Jak to z tym czytaniem było ...


Swoją przygodę z książkami rozpoczęłam w drugiej bądź trzeciej klasie podstawówki. To wtedy zaczęłam czuć się odrzucona przez grupę rówieśników. Dlatego też żeby nie spędzać przerw siedząc i wyglądając za okno, pewnego dnia poszłam do biblioteki szkolnej. Spacerując po dość małej jak na bibliotekę sali pośród regałów, przeglądałam co by tutaj wybrać. I o ile mnie pamięć nie myli, moja pierwsza książka, którą przeczytałam dla siebie samej , nosiła tytuł "O psie który jeździł koleją".
Później poszło już z górki. Przeczytałam chyba z 2/3 biblioteki szkolnej jeśli chodzi o literaturę baśniowo - fantastyczną.

Moje czytelnictwo na większą skalę rozwinęło się w gimnazjum. Jako, że jestem osobą nieśmiałą, która walczy z tą częścią siebie, książki stały się moimi przyjaciółmi. Mówię serio. Książki przebywały ze mną wszędzie, gdzie bym się nie udała, to zawsze, zawsze musiałam wziąć ze sobą egzemplarz.


Gdy rozpoczęłam naukę w liceum, moi papierowi przyjaciele, co mówię z żalem, niestety zostali odsunięci przeze mnie na drugi plan. Niby w pierwszej klasie miałam wiele przeczytanych pozycji, ale odkąd poszłam do drugiej klasy, doszły mi rozszerzenia, masa nauki, a do tego problemy zdrowotne, zostałam zmuszona do porzucenia swojej największej pasji, jaką jest niewątpliwie czytanie. Możliwe, że już niedługo, gdy tylko zaliczę wszystko do dziesiątego czerwca, powrócę na bloga. Lecz pewnie nie na długo, bowiem od drugiej połowy czerwca idę do szpitala, więc znowu nie będę miała możliwości korzystania z laptopa. Chociaż może będę? Sama jeszcze tego nie wiem.

Powracając do tematu, czytanie nadal jest moją największą pasją i staram się czytać, gdy tylko mogę. Jednak bardzo dużą część dnia zajmuje mi szkoła, dojazdy do miasta i powroty do domu, plus potrzebuję też czas dla siebie i rodziny, zatem ostatnio czytam jedną książkę przez około tydzień lub więcej. Nie licząc lektur, które chcąc - nie chcąc czytać muszę.

Boli moją duszę jedynie to, że nie mogę sobie kupić własnych pozycji, by mieć je u siebie na półce. Ale od czego są biblioteki, prawda? Na chwilę obecną jestem zapisana do sześciu lub siedmiu bibliotek, w tym czterech w mieście w którym się uczę. A duża ilość bibliotek wynika z tego, że nie każda z nich posiada wszystko to, co mnie interesuje.

Podsumowując, czytanie od dziesięciu lat towarzyszy mi w życiu. Mam w tym momencie na myśli czytanie książek  :) Nie mam jakiś specjalnych upodobań co do treści książek. Preferuję zarówno fantastykę, literaturę zagraniczną, literaturę polską, współczesną, różnego rodzaju biografie (o ile są to biografie osób, które zyskały w moich oczach uznanie),  kryminał a także dobre poradniki. Nie mam wybranego gatunku jeśli o to chodzi. Często czytam książki, których fabuła mnie zaintryguje albo o których słyszałam wiele dobrych słów.Dlatego też lubię zaglądać na blogi innych książkoholików, bowiem po mimo mojej list książek, która się nie kończy, pragnę nadal dodawać nowe pozycje. Także jeśli nie zostawiam u Was komentarzy, to nie znaczy, że nie czytam Waszych wpisów. Czytam je, ale najczęściej na telefonie, a wtedy trudno jest mi napisać komentarz, gdyż mój telefon miewa wahania nastrojów, jak to określam to znaczy, czasami zawiesza się bez powodu lub wyłącza się w momencie gdy piszę coś ważnego. Zatem obiecuję, że gdy tylko znajdę czas by po komentować Wasze blogi, uczynię to z największą radością.

Popularne posty z tego bloga

Cześć, wracam!

Echa pamięci - Katherine Webb

Stosik styczniowy