Filmowo

Często zanim przeczytam jakąś książkę, dowiaduję się o tym, że na podstawie danej powieści powstał film. Tak było w przypadku serii o Harrym Potterze, Igrzyskach Śmierci, Niezgodnej, Lotu nad kukułczym gniazdem, Kamerdynera i wielu innych książek, których jeszcze okazji przeczytać nie miałam. Podobno spora część filmów na podstawie książki pozwala ukazać i bardziej poruszyć odbiorcę w najbardziej ważnych momentach. A czy tak jest na prawdę?


Ostatnio wraz z klasą w ramach zastępstw zaczęliśmy oglądać różne filmy, by - jak mówią nauczyciele - "mieć później kontekst do matury ustnej/pisemnej". Na początku oglądaliśmy "Lot nad kukułczym gniazdem". Jako jedna z nielicznych nie rozumiałam odniesienia treści filmu do tytułu, lecz po głębszej dyskusji z koleżankami  zrozumiałam go. 


Podobnie było z filmem "Wielki Mike" w którym role główne zagrały takie gwiazdy jak Sandra Bullock, Quinton Araon - odtwórcy głównych ról. I przyznam się szczerze, że nie miałam możliwości obejrzenia go w całości, co na pewno nadrobię w wakacje. Uważam bowiem, że ten film będący oparty na prawdziwej historii amerykańskiego futbolisty Michaela Ohera. Wielokrotnie byłam pozytywnie zaskoczona grą aktorską, lecz najbardziej podobał mi się sposób w jaki film oddaje relacje między ludzmi o różnych kolorach skóry. Nie jestem rasistką - żeby nie było. Po prostu ten film pokazuje, że to iż człowiek ma inny kolor skóry i jest trochę inaczej zbudowany nie przekreśla go od razu. Amerykanie, według mnie to naród, który akceptuje ludzi zarówno pod względem koloru skóry jak i tuszy. Ale nie tylko - historia Ohera pokazuje, jak ludzie o różnych aspiracjach odnajdują się w trudnych momentach swego życia i jak wpływ rodziców - niezależnie czy są to biologiczni czy adopcyjni - działa na młodych ludzi, którzy wkraczają w dorosłość. 
Nie chcę zbyt dużo spoilerować, zatem nie traktujcie tego jako recenzji. To tylko kilka zdań, na które według mnie zasługuje ten film.


Jeśli chodzi o filmy o tematyce historycznej, na długo w pamięci zapadnie mi obraz Toma Hoopera zatytułowany "Jak zostać królem". Polski tytuł nie nawiązuje nic do oryginału, który brzmi: "The King's Speech". Obejrzałam go z wielką przyjemnością, bowiem kocham grę aktorską zarówno Collina Fritha jak i Helen Bonham Carter, którzy doskonale - moim zdaniem - odegrali swoje role. Firth jak Król Jerzy VI wypadł bardzo przekonująco, co tylko wzbudziło moje zainteresowanie rodziną Windsorów. Bonham Carter jako Królowa Elżbieta zwana Królową Matką również zachwyciła mnie swoją kreacją aktorską. Tak przekonująco odegrała rolę przyszłej królowej, że moja opinia o niej jako aktorce uległa zmianie. I to nie tylko z powodu jej roli w serii o Harrym Potterze. Nienawidziłam postaci, którą tam zagrała i obawiałam się, że podobnie wypadnie w tym projekcie. Jednak rzeczywistość zaskoczyła mnie bardzo. Z przyjemnością obejrzę kolejne filmy z Helen Bonham Carter, bowiem jestem ciekawa jej kolejnych kreacji postaci. Na pewno nie pogardziłabym się, gdyby powstał film o Królowej Matce o ile role główne zostałyby obsadzone w takim samym repertuarze.

Oglądanie filmów, które mogą być przydatne w przyszłości stanowi ciekawe doświadczanie, zatem na pewno nie raz powrócę do "Lotu nad kukułczym gniazdem" oraz "Wielkiego Mike'a". Mimo, że "The King's Speech" posiada tylko książkę na podstawie film, na pewno ją przeczytam.

A jak u Was z oglądaniem filmów? Oglądaliście Wielkiego Mike'a. Lot nad kukułczym gniazdem czy Jak zostać królem? A może znacie inne ciekawe tytułu? Dajcie znać :)

Popularne posty z tego bloga

Cześć, wracam!

Echa pamięci - Katherine Webb

Stosik styczniowy