Mama, smoczek! - Magda Fres


Tytuł: Mama, smoczek!
Autor: Magda Fres
Wydawnictwo:  Prószyński i S-ka
Liczba stron:  256

Informacja o ciąży może odmienić czyjeś życie. Zazwyczaj wprowadza duże zmiany w życiu kobiety, która nosi pod sercem przez dziewięć miesięcy swoje maleństwo. Przeżywa wtedy wiele momentów zbyt emocjonalnie, jednak większe zmiany następują tuż po porodzie. Mały, żywy człowiek - maleństwo - sprawia, iż za jego życie i bezpieczeństwo odpowiadają jego rodzice. W większości przypadków bardziej angażuje się matka, aniżeli ojciec dziecka. Tylko co wtedy, gdy mama po wielu miesiącach zamartwiania się, czytania różnych informacji, wiadomości, nowinek ze świata smoczków, pieluch, mleczek, kaszek może dostać na ich punkcie bzika? Gdy ciągle martwi się, że to i to jest szkodliwe, a dziecko to lubi? Gdy główkuje, jak tu ochronić swojego szkraba przed zarazkami?

Małgosia właśnie została mamą. Musi stawić czoła nie tylko noworodkowi, ale także mężowi, którego zaczyna podejrzewać o romans. Czeka ją trudny rok - rok radości oraz smutku, obaw, przemęczenia. Niekiedy boleśnie uświadamia sobie, że bycie mamą to nie takie proste. Rola matki to tor, który na każdym zakręcie napotyka przeszkody.Pragnąc się wyżalić, Gosia zaczyna pisać swój intymny dziennik, w którym to zapisuje ważne informacje o zaletach i wadach na przykład szczepionek, kaszek, smoczków, a także powierza mu swoje zmartwienia. Jakie one są? Czy mąż Małgosi faktycznie ma romans? Jak sobie poradzi Gosia w roli mamy? Co sprawiło, że początkowo Małgosia bała się zostać matką? Jakie to było wydarzenie? Przekonajcie się sami!
Magda Fres mieszka w Katowicach. Ukończyła psychologię na Uniwersytecie Śląskim oraz gender& culture studies w Central European University w Budapeszcie. Opublikowała ponad 30 artykułów naukowych i publicystycznych. Jest autorką powieści " Do piekła kuchenną windą" oraz " Bulgar". Publikowała w "Zadrze"," Migotaniach  przejaśnieniach", pisze bloga w domenie Parnas.pl. Uczyła angielskiego metodą Callana, wykładała psychologię ciała na Uniwersytecie Jagiellońskim. Prowadzi warsztaty psychologiczne dla kobiet.
Mama, smoczek! to według mnie zwykły dziennik kobiety, która myślała, ze jest łatwo urodzić dziecko i wszystko jest cacy. Jednak, gdy wczytywałam się w treść, momentami łapałam się za głowę. Niektóre tematy, które zostały poruszone, bywały tak pstre, aż nachodziła mnie ochota, by rzucić książką o łóżko i nie patrzeć na nią. Błagam, widoczny bałagan w pokoju dziecka to przecież norma. Sama w domu mam małe dziecko ( urodził mi się brat pod koniec lutego) i wiem, że bardzo trudno utrzymać czystość w pomieszczeniu, gdzie ciągle trzeba zajmować się małym dzieckiem. Opiekując się nim, widzę, co i jak należy robić, by mu nie zaszkodzić. A tytułowa Mama momentami stawała się tak obrzydliwie irytująca, że nie dało się tego znieść. Okej, żaliła się, że ma zbyt mało czasu dla siebie od czasu narodzin swojego dziecka. Ale przecież wiedziała na co się decyduje, zachodząc w ciążę. Sama przyznawała, że skończyła studia, zdobyła tytuł doktora, jednak wydaje mi się, że przez swoje matkowanie i zamartwianie się, stała się zrzędą. Ciągle, co kartka to coś o ekologicznym jedzeniu, a to taka kaszka na bazie tego, tego i owego, a to to nie wskazane, bo zawiera jakieś makro... coś tam. Siedziała w wolnym czasie ( a mówiła, że go nie ma!) na przeróżnych forach lub czytała poradniki "znawców" od maleństw. Zamiast to kogoś się poradzić doświadczonego - sąsiadki, mamy, teściowej czy też której koleżanki to ona uparcie wierzyła w te wszystkie wymysły specjalistów. Phi! Gdyby tak robiła każda matka - Polka, to społeczeństwo nasze byłoby bardzo dziwne, dziwniejsze pewnie nawet od tego obecnego. Aczkolwiek, żeby nie było, to Małgosia zasługuje na kilka maleńkich plusików. Po pierwsze, spodobało mi się to, iż robiło się jej przykro na widok dziecka sąsiadki, która karmiąc piersią, trzymała maleństwo jak najdalej od siebie. Taki typ matki osobiście mnie wkurza. Sama niedawno byłam świadkiem takiej sytuacji- dziecko kilkumiesięczne wypluło ślinkę i pociekła aż na rękę matki, która notabene trzymała to dziecko na rękach, a ona (matka) wyskoczyła z tekstem:" I widzisz, coś narobił?! Obśliniłeś mnie, a ja dopiero wyszłam od kosmetyczki!" Gdy to usłyszałam, myślałam, że podejdę i zrobię coś tej mamuśce. Paznokcie ważniejsze od własnego dziecka?! Serio?             Po drugie ujęła mnie tym, iż dbała, by jej syn Rumpel (co to za imię?!) od pierwszych dni życia zaznajamiał się z książkami, obrazkami. Jeszcze pewnie kilka plusów by się znalazło, jednakże na chwilę obecną ciężko mi przytoczyć coś sensownego. 
Pozycję czytało mi się trudno, czego dowodem jest mój długi wywód widoczny u góry. A sądziłam, że będzie to lektura lekka i przyjemna, która podsunie mi kilka wskazówek, co do opieki nad braciszkiem. Widocznie tym razem się pomyliłam. 
Czy polecam? Hm... Powiem tak ( a raczej napiszę). Mama, smoczek! mi nie przypadła do gustu, ale nie zabronię jej czytać nikomu, gdyż to tylko moja opinia na temat tej książki. Zawierała m.in. zbyt wiele informacji o żywności ekologicznej ( a przed ciążą Małgosia nie patrzyła, czy coś jest zdrowe, czy nie).  Ale jeśli ktoś, pomimo mej krytyki zechce ją przeczytać, to proszę bardzo.
Ocena: 5/10 

Popularne posty z tego bloga

Cześć, wracam!

Echa pamięci - Katherine Webb

Stosik styczniowy